O pracy retuszera. Q&A z Krzysztofem Gadomskim, CEO House of Retouching [1/2]

Chcesz dowiedzieć się, jak zbudować udaną karierę w branży retuszerskiej? W tym artykule Krzysztof Gadomski, CEO House of Retouching, dzieli się doświadczeniami z początków swojej drogi zawodowej – od pracy grafika w agencji reklamowej do prowadzenia cenionego studia retuszerskiego. Opowiada, co jest najważniejsze w pracy retuszera i jakich błędów nie popełniać na początku swojej przygody z postprodukcją fotograficzną.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z retuszem i postprodukcją fotograficzną?

Wszystko zaczęło się od wizytówek w stylu „mangha” dla wypożyczalni filmów video dla dorosłych, gdy byłem studentem informatyki na Politechnice Szczecińskiej. Szukałem pracy w serwisach komputerowych, ale bez powodzenia. Wtedy znajomy poprosił mnie o stworzenie wizytówek. To była jedyna rzecz, którą wtedy potrafiłem z grafiki, a okazało się, że zmieniło to moje życie. W 1998 roku znajoma z biura kongresowego w Krakowie zaproponowała mi pracę jako grafik. Pojechałem tam i dostałem pracę, mimo, że wiedziałem niewiele o grafice i komputerach Apple bo okazało się, że mam się nimi “opiekować“. W 1999 roku miałem już pierwszy tablet A3, Summagraphics „SummaSketch”, na którym rysowałem pierwsze krzywe Beziera. W 2000 roku rozpocząłem pracę w Agencji Reklamowej, gdzie wszedłem w świat DTP i podstawowego retuszu, co później okazało się solidnymi podstawami do dalszego rozwoju.

Wewnętrzne zawody z kumplami ze ścieżkowania na czas koszyków sklepowych czy ścieżkowanie z jak najmniejszą ilością węzłów, ubarwiały nasze nocne życie podczas tworzenia gazetek reklamowych na całą Polskę. To właśnie wtedy rozpoczęła się moja przygoda z bardzo podstawową, niemalże jaskiniową obróbką kolorystyczną oraz retuszem… czyli filtrem dust&scratches 😉 W tej Agencji Reklamowej poznałem Tomka, fotografa, a późniejszego współzałożyciela House Of Retouching, który robił zdjęcia, a ja później je obrabiałem na swoim Macu.

Co zainspirowało Cię do założenia firmy House of Retouching?

W 2004 roku pracowałem już w innej, znacznie większej Agencji Reklamowej w Krakowie. Jednym z warunków mojego przejścia był tablet Wacom, bez którego nie wyobrażałem sobie już pracy a wciąż był mało popularny wśród grafików. Wtedy odezwał się Tomek, z którym nie miałem kontaktu przez dwa lata. Wrócił z USA i wspomniał, że istnieje taki zawód jak “retuszer“. Początkowo nie mogłem tego pojąć, pierwszy raz o tym usłyszałem ale szybko zrozumiałem, że to może być coś wyjątkowego. Zaczęliśmy zgłębiać temat, i tak w 2006 roku powstał House Of Retouching.

Pierwsze studio House of Retouching, 2008 rok

Jakie były największe wyzwania, z którymi musiałeś się zmierzyć na początku swojej kariery?

Przede wszystkim należy podkreślić, że nie miałem fotograficznego backgroundu. Nie zajmowałem się tak naprawdę fotografią, przynajmniej ja nie zaliczałbym mojego doświadczenia z Agencji do tego, co robię teraz. Pierwszym problemem było nauczenie się dostrzegania i rozumienia zdjęcia, na które patrzyłem, oraz próba odtworzenia uczuć, jakie miał fotograf w momencie naciskania spustu migawki.

Nie było to łatwe. Pierwsze podejścia polegały na nauce analizowania zdjęcia: co jest fajne, co nie, co z barwami, a następnie, co mi przeszkadza, co można by dodać lub usunąć, by wzmocnić przekaz. Dopiero kolejnym krokiem była postprodukcja. Choć na początku znałem już dobrze Photoshopa, próbowałem podpatrywać na YouTube, co i jak robić. Bardzo szybko porzuciłem tę ścieżkę, ponieważ praca wydawała mi się pracą w ciemno tym bardziej jak się nie rozumie zasad działania narzędzia – wyjdzie, nie wyjdzie, będzie pięknie czy nie, a powtórzenie tego na kolejnym zdjęciu było prawie jak walka z wiatrakami. Początkowe skomplikowane triki również bardzo szybko odpuściłem – raz na zdjęciu zadziałało fajnie, a na kolejnym z tej samej sesji już nie lub kompletnie inaczej, a nie o to mi chodziło.

Dwa lata uczyliśmy się i budowaliśmy swój sposób podejścia do zdjęcia. Od początku byłem zwolennikiem “budowania, cyzelowania wręcz dwóch “porszawek“ w roku niż klepania 100 maluchów w tym samym czasie”. Pewnie nie było to dobre podejście biznesowe, ale ja do tego tak nie podchodziłem i dalej mam z tym trochę problem, bo to była i jest moja pasja. Mogę nawet zaryzykować tezę, że gdybyśmy poszli drogą „malucha”, nie byłoby już mojego studia. Bez wypracowanego, unikalnego stylu jesteś po prostu łatwy do zastąpienia.

Jakie są największe sukcesy firmy House of Retouching? Czy mógłbyś opowiedzieć o kilku najbardziej pamiętnych projektach?

Największym „bum” była oczywiście rodzina królewska z okazji chrztu pierwszego syna księżnej Kate i księcia Williama, choć nawet nie przypuszczałem, że takie z tego zrobi się zamieszanie. Mieliśmy już na swoim koncie wielu celebrytów i mnóstwo fajnych projektów, ale to ten przykuł największą uwagę. Dodatkowo mieliśmy sporą presję czasową – zdjęcia dostaliśmy późnym popołudniem, a wszystko miało być gotowe na 5 rano. Przejęcie fotografa Jasona Bella bardzo się nam udzieliło. Wszystko było Top Secret – chłopaki, musi być na 5 rano, bo wszystkie największe tytuły na świecie czekają na te zdjęcia. Odciąłem nam internet dla bezpieczeństwa. Postproducentów fotograficznych traktuje się często jako tajną broń, której się nie ujawnia. Tak więc medialnie to chyba było największe „bum”, ale tylko tu, w Polsce. Nigdzie indziej o nas nie wspomniano.

Brytyjska Rodzina Królewska, chrzest księcia Jerzego. Fotograf: Jason Bell

Ciężko wybrać te „naj” spośród tylu tysięcy zdjęć, ale na pewno najbardziej zapadają w pamięć te najbardziej wymagające, szczególnie pod kątem montaży. Pierwsza tego typu sesja to chyba sportowcy dla Reeboka. Atleci sfotografowani w studiu mieli znaleźć się w charakterystycznych miejscach, jak na placu Tiananmen, murze chińskim czy w metrze. Z czasem poprzeczkę nam podnoszono. Kolejnym wyzwaniem było dla mnie dosłownie zbudowanie szerokiego katamaranu spośród wielu ujęć na wzburzonym morzu, dla marki odzieżowej RageAge. Zajęło mi to jakieś dwa dni.

Oczywiście trzeba pamiętać, że finalnie to mają być zdjęcia, nie grafiki, więc dbałość o szczegóły musi być zawsze na najwyższym poziomie. Ukochane moje projekty to chyba wszystkie, bez wyjątku, plakaty dla Royal Opera House i English National Ballet – wszystkie dla mnie piękne, już abstrahując od poziomu trudności montaży. Sesja z Avengersami i szokująco doskonałymi obiektami 3D, w które należało ubrać bohaterów, czy też OUT100 również pozostaną na zawsze ze mną.

Plakaty dla Royal Opera House. Fotograf: Jason Bell

Jakie cechy wyróżniają House of Retouching na tle innych firm zajmujących się retuszem?

Szczerze mówiąc, może to błąd, ale z reguły nie patrzę, co robią inni. Skupiam się na tym, dokąd chcę podążać, jak chcę, żeby nasze prace wyglądały i co miały reprezentować. Oczywiście o ostatecznym wyglądzie decyduje klient, agencja reklamowa, dyrektor artystyczny, dom produkcyjny, czy fotograf. My możemy radzić, sugerować, szukać rozwiązań dla wyzwań, ale naszym głównym celem jest przede wszystkim oddanie spójnego zdjęcia, ładnego, estetycznego i czystego w swoim artystycznym wyrazie.

Znam wielu pojedynczych retuszerów, ale nie studia podobne do House of Retouching. Porównywanie pojedynczych freelancerów do nas byłoby nieuczciwe. Nasze możliwości są zdecydowanie inne – możemy pracować nad bardzo dużymi, skomplikowanymi projektami szybko, spójnie i na odpowiednim poziomie. To jest jeden z naszych głównych atutów. Nasza struktura i workflow pozwalają nam pracować zarówno z pojedynczymi fotografami, jak i wielkimi firmami, nad wieloma projektami jednocześnie, w tym nad tymi dużymi i bardzo skomplikowanymi.

Oczywiście, jednym nasz poziom i styl może się podobać, a innym nie – to już kwestia gustu. Jednak na przestrzeni tych kilku lat, nasze portfolio jest najlepszym dowodem, kto nam zaufał i jakie prestiżowe projekty wyszły z naszego studia, ciesząc odbiorców. 😉

Avengers dla Vanity Fair. Fotograf: Jason Bell

Jakie umiejętności i wiedza są najważniejsze dla retuszera?

Nad umiejętnościami trzeba pracować i je rozwijać cały czas – to raczej się nie kończy. Tym bardziej że niemal każda nowa wersja oprogramowania przynosi nowe narzędzia lub możliwości, które trzeba przetestować. Z mojej perspektywy rzadziej niż częściej coś mi się przydaje, ale jak już, to trzeba znaleźć dla nich odpowiednie miejsce w swoim warsztacie. Pewnie inaczej odpowiedzieliby inni „Housowicze”, ja już raczej należę do dinozaurów, którzy lubią stare, sprawdzone metody i narzędzia, tym bardziej, że retuszuję mniej niż pozostali.

Wiedza na pewno przyda się z teorii kolorów, zasad działania kanałów oraz umiejętność analizowania zdjęcia, której na moim przykładzie można się nauczyć. Trzeba widzieć, jaki jest problem, żeby myśleć o sposobie jego rozwiązania, lub po prostu wiedzieć, do czego chcesz dążyć, co osiągnąć – wtedy dopiero planujesz kolejne ruchy.

Podsumowując, najważniejsze są:

  1. Analiza – umiejętność analizowania zdjęcia, aby zrozumieć, co należy poprawić.
  2. Planowanie – określenie kroków potrzebnych do osiągnięcia zamierzonego efektu.
  3. Dobór narzędzi – znajomość i umiejętne korzystanie z narzędzi retuszerskich, zarówno nowych, jak i sprawdzonych.
  4. Wiedza teoretyczna – teoria kolorów, zasady działania kanałów i inne techniczne aspekty retuszu.

Stały rozwój tych umiejętności i wiedzy jest kluczem do sukcesu w pracy retuszera.

Sportowcy dla Reeboka. Fotograf: Jason Bell

Czy możesz opowiedzieć o procesie tworzenia idealnego retuszu? Jakie etapy są najważniejsze?

1. Analiza zdjęcia.

Pierwszym etapem zawsze jest analiza zdjęcia i odpowiedzenie sobie na kilka kluczowych pytań:

  • Jakiego typu jest to zdjęcie?
  • Co lub kogo ono przedstawia?
  • Co autor chciał nam przekazać?
  • Dla kogo jest to zdjęcie?
  • Kto/co jest bohaterem tego zdjęcia?

Gdy już znajdziemy odpowiedzi, przechodzimy do procesu twórczego. Zrozumienie, co musimy i chcielibyśmy zrobić, jest kluczowe.

2. Nadanie stylu kolorystycznego.

Pierwszym krokiem jest nadanie zdjęciu odpowiedniego stylu kolorystycznego, najlepiej w porozumieniu z docelowym klientem. Ważne jest, aby upewnić się, że nasze interpretacje są zbieżne z oczekiwaniami klienta. Ten kontakt już na samym początku upewni nas czy jesteśmy na właściwej drodze lub zmodyfikuje nasze myślenie na właściwe tory.

3. Budowanie bazy i kształtowanie sceny.

Gdy mamy potwierdzenie, że styl kolorystyczny spełnia oczekiwania klienta, przechodzimy do etapu budowania bazy. To obejmuje:

  • Nadanie kształtów.
  • Budowanie sceny (co ma być widoczne na pierwszy rzut oka, a co powinno odejść na drugi plan).
  • Usuwanie zbędnych elementów.

4. Techniczne poprawki.

Kolejnym krokiem są technikalia, czyli czyszczenie, naprawianie i wyrównywanie zdjęcia. To praca bardziej techniczna, która zapewnia, że zdjęcie jest technicznie doskonałe.

5. Kreatywne ruchy.

Następnie przechodzimy do kreatywnych ruchów, które dodają i poprawiają odbiór zdjęcia. Ważne jest, aby nie przesadzać i cały czas sprawdzać, czy to, co robimy, ma sens i wygląda odpowiednio dobrze. Nie bójmy się cofać, zmieniać i szukać idealnego rozwiązania.

6. Drobne szlify.

Na końcu dodajemy drobne szlify, takie jak lokalne korekcje kolorystyczne, kształty, linie i perspektywa. Wszystkie te kroki wykonujemy z pełnym szacunkiem dla zdjęcia autora, jego pracy i wielu innych elementów składających się na przekaz.

7. Kontrola i poprawki.

Ważne jest, aby cały czas kontrolować proces i upewniać się, że efekt końcowy jest zgodny z oczekiwaniami. Brak kontroli może prowadzić do nieoczekiwanych i niepożądanych zmian, co może skończyć się krytyką. Proces retuszu jest złożony i wymaga uwagi na każdym etapie, aby osiągnąć idealny efekt końcowy.

Jakie są najczęstsze błędy, które popełniają początkujący retuszerzy? Jak ich unikać?

Początkujący często mają w sobie mnóstwo zapału i chcą uzyskać jak najszybciej efekt „wow”. Szukają więc po sieci, uczą się na pamięć lub po prostu kopiują, wykorzystując triki, filtry i efekty specjalne, ale tak naprawdę nigdy nie wiedzą, jaki finalny efekt osiągną i czy będzie on pasować do obrazu. To eksperyment w ciemno, który niestety niczego nie uczy, nie wspominając już o problemie powtórzenia tego samego efektu na innych zdjęciach tak, żeby „siadło” choćby podobnie.

Częstym błędem jest również brak dystansu i przesadzanie albo, co gorsza, zapominanie o innych fragmentach zdjęcia. Przykładowo, buzia jest perfekcyjnie wyretuszowana, skóra na twarzy wygląda idealnie, ale ręce pozostają pomarszczone, z przebarwieniami, włosy nieuczesane, ubranie pomięte, a mnóstwo innych drobnych elementów psuje odbiór. Zdjęcie staje się nierównie estetyczne i widać ewidentnie, gdzie nastąpiła ingerencja, a gdzie nic się nie zmieniło oprócz kolorów i kontrastów.

Trzeba pamiętać o całym zdjęciu i traktować je z równą troską. Powoli, małymi krokami, dążenie do idealnego efektu stanie się możliwe, a praca będzie bardziej spójna i profesjonalna. W ten sposób osiągniemy nie tylko dobre, ale przede wszystkim poprawne rezultaty.

Druga część rozmowy z Krzysztofem Gadomskim już wkrótce na naszym blogu.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk