Czasem projekty trafiają do nas z rozmachem. Czasem – z deadlinem „na wczoraj” i wiadomością: „Ej, jak się najlepiej maskuje włosy w Photoshopie?”. Tak właśnie wpadliśmy w orbitę filmu „Wujek Foliarz” – niezależnej komedii o facecie w folii aluminiowej, jego siostrzeńcu i teorii spiskowej, która wymknęła się spod kontroli.



Plakaty do filmu „Wujek Foliarz”. Fot. Wojciech Barczuk. Projekt: Joanna Bernat.
Z tego chaosu – pełnego kolorów, emocji i niezłych jazd artystycznych – wykluły się trzy zupełnie różne plakaty filmowe. Główny z samym Wujkiem. Klasyczny grupowy – żeby dystrybucja mogła spokojnie powiesić go w kinach. I ten „poj*bany”, z różowym dymem, samolocikiem i absurdem w pełnej krasie.
A jak się robi trzy różne plakaty, które mają wspólną duszę? Odpowiedź: z zespołem ludzi, którzy wiedzą, co robią, i mają frajdę z eksperymentowania.

Graficzka vs dystrybucja – Asia Bernat walczy o róż i klimat filmu „Wujek Foliarz”.
Asia Bernat to osoba, bez której nie byłoby tego projektu – i jednocześnie jego największy motor chaosu. Z pełnym przekonaniem i wizją na „kolorową komedię o uczuciach” rzuciła się w wir walki z tzw. rozsądkiem marketingowym. Jej pierwsze skojarzenia? Pozytywny klimat, intensywne kolory, róż i błękit – czyli wszystko to, czego na plakacie filmowym teoretycznie nie powinno być. „Od początku próbowałam przeforsować połączenie różu i błękitu, bo czułam, że ten film to komedia – o relacjach, o emocjach. A cały czas słyszałam, że lepiej, żeby było mroczniej…”
Nie było łatwo. Zwłaszcza że punktem wyjścia były zdjęcia wybrane przez produkcję, które – delikatnie mówiąc – nie do końca spełniały założenia Asi. W końcu jednak trafiła na kadr Wujka w okularach, z filmu, który od razu przykuł uwagę. „Ten kadr to złoto. Jest kultowy, zapada w pamięć. I nie potrzebuje miliona aktorów w tle, żeby działał.”
Asia zaproponowała stworzenie serii plakatów – każdy w innym stylu. I chociaż dystrybucja z początku była sceptyczna (bo przecież trzeba pokazać wszystkie twarze z castingu, wiadomo), to efekt końcowy mówi sam za siebie.

Letnia sesja w żwirowni – czyli fotograf kontra słońce.
Zdjęcia do plakatów promujących film „Wujek Foliarz” zrobił Wojciech Barczuk, który postawił na estetykę rodem z Martina Parr’a – mocny kontrast, wakacyjne światło i trochę taniego dramatyzmu. Wszystko działo się w samo południe, na żwirowni. Słońce, błysk, pot, dym – pełen pakiet.
„Chcieliśmy, żeby było kolorowo, ale z twistem. Do naturalnego światła dodaliśmy błysk – wyszło coś nietypowego, bardzo letniego i… dziwnie klimatycznego.”
Zdjęcia powstały nie tylko na potrzeby głównych KV, ale też w formie portretów bohaterów – żeby można było lepiej pokazać relacje między postaciami. Całość dopełnił przygotowany przez Wojtka moodboard kolorystyczny, który pomógł zsynchronizować pracę z retuszerami.
„Zawsze zostawiam trochę wolności osobie retuszującej – lubię, jak dorzucają coś od siebie. Finalna wersja to efekt wspólnej roboty.”
Retusz to nie tylko poprawki – to narodziny estetyki.
Kiedy projekt wpadł do House of Retouching, sprawy nabrały tempa. Dwa plakaty grupowe trafiły do Kasi, a ten główny – z legendarnym „wicherkiem” – został przejęty w trybie nocnym przez Honoratę, zwaną też „ratowniczką ostatniej godziny”.
„Asia zadzwoniła o 18:00, przerażona, że główny plakat wygląda słabo przy dwóch nowych. A my już byliśmy po całym dniu w biurze. Ratowała go Honorata – po godzinach, poza systemem.”
Zadanie nie było łatwe. Materiały do plakatów pochodziły z różnych źródeł: zdjęcia z sesji, klatki z filmu, elementy wygenerowane w Midjourney. Trzeba było zsynchronizować wszystko – kolorystykę, światło, fakturę – i jeszcze nadać temu klimat filmu.


Zdjęcie i plakat do filmu „Wujek Foliarz”. Fot. Wojciech Barczuk. Projekt: Joanna Bernat.
„Największe wyzwanie? Zachować spójność. Kiedy na jednym plakacie masz łączenie kadru filmowego i zdjęcia studyjnego, to naprawdę trzeba się napracować, żeby nikt się nie zorientował.” A detale? O, detale były ważne. Jednym z kluczowych elementów stał się… siwy wicher na czole Wujka.
„To jest taki retuszerski smaczek, który rozumieją tylko osoby z branży. Ten wicher był żałosny i piękny jednocześnie. I wymagał roboty na najwyższym poziomie. Myślę o nim przynajmniej raz w tygodniu.”
Retusz jako sztuka wspierania szaleństwa.
Ten projekt był inny niż większość. Dlaczego? Bo – mimo że robiliśmy komercyjny materiał promocyjny – to twórcy dali nam przestrzeń na eksperyment. Na zabawę. Na dziwność.
„To chyba pierwszy projekt tej skali, w którym użyliśmy elementów z Midjourney – np. różowego dymu. Zaskoczyło nas, jak dobrze to działa, jeśli tylko masz konkretny pomysł.”
Wiele osób myśli, że retusz to wygładzanie skóry i podkreślanie światła. Ale tu chodziło o coś więcej – o wspólne budowanie narracji, o przełożenie wizji artystycznej na język obrazu.
„Nie zawsze chodzi o upiększanie. Czasem naszym celem jest po prostu pomóc tej wizji narodzić się w pełnej formie. Takiej, jakiej chce autorka – nawet jeśli jest chaotyczna, dziwna i bardzo różowa.”


Zdjęcie i plakat do filmu „Wujek Foliarz”. Fot. Wojciech Barczuk. Projekt: Joanna Bernat.
Czego nauczyliśmy się przy projekcie „Wujek Foliarz”?
Po pierwsze – że warto mieć zespół, który potrafi pracować szybko, ale nie na skróty. Po drugie – że dobry plakat to taki, który opowiada historię. Nie tylko o filmie, ale też o ludziach, którzy go tworzą. I że warto ufać osobom, które mają odwagę myśleć inaczej. Po trzecie – że nie należy lekceważyć potencjału jednego, dobrze zrobionego siwego wicherka.
I na koniec – dlaczego warto pokazywać takie kulisy?
Bo to inspiruje. Pokazuje, że za efektownym plakatem stoi armia ludzi, decyzji, przypadków i poprawek. Że retusz to nie filtr, ale narzędzie opowiadania historii. I że można się przy tym wszystkim dobrze bawić – nawet jeśli deadline jest na wczoraj, a foliarz patrzy na ciebie przez okulary przeciwsłoneczne.
